*
Jasne światło księżyca sączyło się przez lekko rozsunięte, aksamitne zasłony. Jego blada smuga rozmywała cienie romboidalnych kratek, zdobiących okienną szybę, tworząc podobny wzór na jasnokremowym dywanie. Wokół panowała grobowa cisza.
Duży pokój wydawał się być zupełnie pusty - nic bardziej mylnego.
Nieopodal okna, pod ścianą, prawie niezauważalny, w panującym mroku, siedział młody chłopak. Jego, zazwyczaj starannie ułożone, jasne blond włosy tkwiły teraz w okropnym nieładzie, szare, zimne oczy wypełniła bezkresna pustka, a blade, i tak już wąskie usta zwęziły się jeszcze bardziej.
Co chwilę spoglądał nerwowo na swoje lewe przedramię, osłonięte rękawem piżamy, nie miał jednak odwagi go podwinąć. Czuł okropny, palący ból, który z minuty na minutę stawał się coraz bardziej nie do zniesienia...
Obiecał sobie, że będzie silny - jak jego ojciec; że podoła i nie zawiedzie. Obiecał, że oczyści splamiony honor rodziny Malfoy’ów, tak by nikt nigdy więcej nie ośmielił się, kpić z jego nazwiska...
Wstał z podłogi, po czym zaczął krążyć po sypialni. Tak bardzo nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mógłby zawieść, że nie zauważył nawet, jak drobne, przeźroczyste łzy, zaczęły spływać mu po policzkach. Po chwili jednak, gdy tylko się zorientował, przetarł twarz prawą dłonią, robiąc przy tym minę, jak gdyby właśnie zdał sobie sprawę, z tego, że ma na twarzy coś bardzo uwłaczającego jego godności.
W końcu położył się wzdłuż wygodnego łóżka, zamykając oczy. Chłód jedwabnej pościeli otulił jego rozpaloną twarz. Zaczęło mu się nawet wydawać, że ból w ręce lekko zelżał, ale nie chciał tego sprawdzać.
Myślami błądził po korytarzach oddalonego o setki mil stamtąd zamku. Jakkolwiek bolesna nie byłaby rzeczywistość, chciał jeszcze raz zobaczyć wszystko takim, jakie widział to, przed końcem roku szkolnego.
Crabbe i Goyle może i są tępymi osiłkami, którzy zachowują się, jakby rzucono na nich zaklęcie Imperius, ale nawet oni potrafią czasem podnieść człowieka na duchu - chociażby swoją głupotą, pomyślał.
Otworzył oczy gapiąc się w kredowobiały sufit. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszał zgrzytanie żwiru, którym wysypana była droga do bramy wejściowej, jednak szybko doszedł do wniosku, że się przesłyszał.
Nagle drzwi wejściowe zajęczały złowieszczo, na co Draco poderwał się na równe nogi i wyszedł na korytarz.
Trzaśnięcie drzwi, z jakim opuścił pokój, pobudziło portrety członków rodu Malfoy’ów, którzy zaczęli żywo protestować, na takie traktowanie. Obraz, na którym uwieczniony był pewien starszy mężczyzna przekrzywił się niebezpiecznie, a ów starzec zawołał:
- Młodzieńcze! Powiedz, czy nie nauczyłem cię szacunku do starszych?
Draco obrócił się gwałtownie, w stronę, z której wydobywał się głos.
Postać Abraxasa Malfoya nie różniła się niczym, od tej, którą zapamiętał jako mały chłopiec. Jego twarz nadal miała ten sam wyniosły wyraz, a dłonie układał na lasce w ten sam wyrafinowany sposób.
- Ach, to ty dziadku. - mruknął zrezygnowanym tonem, spoglądając w jego stronę. - Wybacz. - dodał, poprawiając ramę portretu, po czym zszedł po schodach na oświetlony zaledwie kilkoma świecami hol. Nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokoło, wkroczył niepewnie do salonu, gdzie w kominku palił się już ogień.
- Nie śpisz, Draconie? - spytała stojąca obok okna kobieta.
Nie widział jej twarzy, wiedział jednak, że działo się z nią coś dziwnego.
- Nie... - odparł wymijająco, choć kusiło go, by zapytać czy coś się nie stało.
- Ach, no cóż... - mruknęła, obracając się w jego stronę.
Teraz widział dokładnie; twarz miała bledszą niż zwykle, oczy szkliły jej się, jakby płakała, a ręka, w której trzymała szklankę bursztynowego płynu, drżała delikatnie.
- Stało się coś? - zapytał, wiedząc, że i tak nie uzyska szczerej odpowiedzi.
- Synu, wiesz dobrze, że w tym świecie ciągle się coś dzieje... - odpowiedziała.
- Pytam raczej o rzecz bardziej sprecyzowaną... - ciągnął, siadając w fotelu, w którym zazwyczaj siadał jego ojciec.
- Draconie, nie sądzę, by twoje pytania prowadziły tę rozmowę w konkretnym kierunku. - mówiła, wpatrując się w niego spokojnym, matczynym wzrokiem. - Sugerowałabym raczej, abyś udał się wypocząć. Musisz nabrać sił. - oświadczyła, po czym chłopak wstał i ruszył w kierunku wyjścia.
- Matko, ja... - zaczął, zatrzymując się w progu. - Wiem, że mi się uda. - dodał. - Nie zawiodę was, obiecuję.
c.d.n.
Vivienne A. Shellwood
14.02.2010
Komentuj | Powrót
..........................................................................
K
20.02.2010
właśnie udało Ci się zyskać wierną czytelniczkę, a mianowicie mnie! Nie ma to jak stare, dobre opowiada HP. Czekam na więcej, dodaję do ulubionych i mam nadzieję, że będziesz informowała mnie o nowych częściach. rozdziałach. Pozdrawiam
brak www
casanova
16.02.2010
Ciekawe opowiadanie. Na razie nie będę komentować treści, zobaczymy jak się coś jeszcze pojawi:).. Powiadom mnie o nowym rozdziale.
Ps. Bardzo przyjemnie się czyta:)
brak www
Retia
15.02.2010
Jenyyy, uwielbiam Draco! Podoba mi się sposób w jaki go przedstawiasz, w jaki prezentujesz cały ród Malfoyów. Tutaj nie ma przesadnych czułości, rozpieszczania; Draco wyrasta wśród uczuć i relacji, które trudno w jakikolwiek sposób przyrównać do NORMALNYCH. Od dziecka wpaja mu się pewne ideały, którymi będzie na zawsze naznaczone całe jego dorosłe życie - i może właśnie tu tkwi tragizm tej postaci. On tak naprawdę nigdy nie mógł wybrać kim chce być, po której stronie barykady chce stać - od początku wmawiano mu, że istnieje tylko jedna jedyna słuszna droga. I właśnie nią się teraz kieruję.
Nie wiem w jaki sposób Draco będzie próbował naprawić honor rodziny, ale czekam z zapartym tchem na kolejne części.
Pozdrawiam, Retia.
brak www
Inna
15.02.2010
fajny rozdział;) czekam na wiecej.szkoda ze tak krotko;/ ale na pocieszenie powiem, ze dobrze, ze opisałas wyglad zarowno postaci jak i pomieszczen
Pozdrawiam i zycze weny;*
ps. gdzie jest ten odnosnik Inni? bo albo ja slepa, albo nie wiem....
brak www
erin.
15.02.2010
No, no ;) Bardzo mi się podoba to, jak piszesz - lekko, przejrzyście, nie masz problemów z opisami, co bardzo sobie cenię. Uwielbiam fragmenty opisowe na pół strony xd Może Twoje tyle nie mają, ale i tak jest nieźle.
Treść też ciekawa, choć na razie nic się nie dzieje. Skupiasz się chyba teraz na przedstawieniu postaci, a nie na rozwijaniu akcji... Z Draco zrobiłaś nieco za bardzo delikatnego chłopca ^^ Nie wiem czy to było zamierzone, aczkolwiek nie bardzo mi to do niego pasuje. To bardzo trudna postać, trzeba pamiętać, żeby za bardzo nie odbierać mu tych charakterystycznych cech (które ubóstwiam!) - zarozumiałość, pogarda dla wszystkich i wszystkiego oraz ta urocza ironia ;)
To chyba tyle z mojej strony. Oczywiście wpisałam się już do Księgi i czekam na kolejną notkę ;P
Pozdrawiam i życzę weny!
brak www