Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Pytania bez odpowiedzi (część II)


Pytania bez odpowiedzi (część II)

Cześć i czołem... :)
I jestem z powrotem, z nową częścią rozdziału.
Dziękuję Wam, za te wszystkie miłe komentarze, które w gruncie rzeczy sprawiają, że aż chce się pisać. Szczerze mówiąc, nie jestem zbytnio przekonana, co do tej części, aczkolwiek sądzę, że nie wypadło to najgorzej... chyba...
No, mniejsza o to...
Chciałam prosić Was, abyście wpisywali się do Księgi gości, znajdującej się w zakładce Myślodsiewnia - oczywiście, pod warunkiem, że chcecie być informowani o nowych częściach :) Obowiązkowo podawać adresy blogów, lub numery gg.
Ze spraw organizacyjnych jeszcze tylko jedna rzecz. Mianowicie, zakładka Inni została przeniesiona na podstrony - wpisałam w nią kilka naprawdę świetnych blogów. W kategorii Czysta krew znajdują się jedynie opowiadania HP, wszystko inne wrzuciłam do Mugoli.
To byłoby tyle.
Tymczasem zapraszam, do nowej części.


..........................................................................


rozdział pierwszy (cz. II)

Pytania bez odpowiedzi



Przez chwilę, jakby nieświadomie, wpatrywała się w fotografię, szybko jednak przeniosła wzrok na rozeźlone oblicze matki. Nie wyglądała na zbytnio przejętą prasowym reportażem.
- Dokończymy tę rozmowę, jutro. - oświadczyła krótko. - A teraz marsz do łóżka! I nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu! - dodała.
Dziewczyna zwiesiła głowę, po czym bez słowa opuściła kuchnię i powolnym krokiem przemierzała ciemny korytarz...
Wiszące w holu portrety dostojnych czarodziejów i czarownic wydawały ciche odgłosy, przypominające chrapanie. Niekiedy można było dostrzec, jak ten, czy tamten jegomość podrapał się po nosie, lub głośno ziewnął. W chwilę później, gdy Anabell stąpała ostrożnie po skrzypiących schodach, jeden z uwiecznionych na płótnie Lethwort’ów obudził się, mrucząc pod nosem coś w rodzaju „Nie znasz się na zegarku, ofermo?”
- Stary piernik! - warknęła nastolatka.
- Jak śmiesz! Czy ty w ogóle wiesz, do kogo się zwracasz? - oburzył się, a biały melonik przekrzywił mu się dziwacznie na czarnych, sięgających ramion, lokach. Jego skrzekliwy, donośny głos obudził postaci na pobliskich obrazach, które teraz z uwagą przysłuchiwały się tej wymianie zdań.
- Owszem, wiem... - odparła. - Jesteś starym piernikiem, który robi z igły widły. - dokończyła, po czym ruszyła przed siebie, nie zważając na gwar oburzenia, który wywołały jej słowa. Jakaś korpulentna czarownica wymachiwała w jej stronę złamanym parasolem, a z kolei inna groziła zaklęciem Natychmiastowego Zamknięcia Ust.
- Uff... - westchnęła, gdy w końcu znalazła się we własnym pokoju, ale nawet tu dało się słyszeć raban, dochodzący z dołu.
Omiotła wzrokiem pomieszczenie, które w tym momencie wyglądało, jak po przejściu huraganu. Ubrania, przybory szkolne, stare egzemplarze Czarownicy i Proroka pałętały się po całej podłodze. Drzwi szafy zastawione były dużym, zbitym lustrem, które - według Anabell - dodawało temu wnętrzu charakteru. Na stojącym nieopodal drzwi biurku w ciemnym kolorze, leżały sterty pergaminowych arkuszy, kilka kopert i połamanych pór, a także wywrócony flakon Dwukolorowego Atramentu w odzieniach zieleni. Na pobliskim regale, sięgającym sufitu, zamiast książek walały się najróżniejszego rodzaju przedmioty, począwszy od pobitych szklanych fiolek, a skończywszy na kilku pluszowych Chochlikach Kornwalijskich, z których jeden nie miał oka, a inny ucha. Całości dopełniała ociekająca ciemnym różem tapeta w złote węże.
- Gorzej być nie może... - szepnęła kręcąc głową. Dopiero teraz zauważyła, jak bardzo się ostatnio zmieniła, jak wydoroślała - nie tylko z charakteru.
Podeszła do zniszczonego lustra, które teraz wydało jej się tak bardzo żałosne i oszpecone. Kawałki pokruszonego szkła leżały na złotobiałym dywanie, a niegdyś gładka zwierciadlana tafla zionęła pustymi dziurami, tam gdzie ich brakowało.
W odbiciu widniała postać chudej, drobnej dziewczyny o hebanowoczarnych włosach. Jej błękitne tęczówki znacznie pociemniały, przybierając barwę zachmurzonego nieba. Karminowe usta zwęziły się delikatnie, co sprawiało, że była jeszcze bardziej podobna do matki...
Obróciła głowę w inną stronę, by nie patrzeć na własne oblicze. Czuła, jak coś dziwnego odbiera jej radość życia. Opadła na stojące nieopodal łóżko. Wtuliła twarz w poduszkę.
Nie wiedzieć, czemu, wróciła myślami do zamieszczonego w Proroku artykułu. Czyżby Lucjusz Malfoy faktycznie był Śmierciożercą? A co jeśli naprawdę nim był? Co... jeśli Draco, też mógłby mieć z tym coś wspólnego?
Nie miała pojęcia, dlaczego tak bardzo przejęła się tymi domysłami, wypisywanymi w bzdurnej gazecie. Nie wiedziała też, co by się zmieniło, jeśli nawet okazałoby się to prawdą. Wiedziała jedynie, że nie ma już siły dłużej się nad tym zastanawiać...
Powieki bezwiednie opadły na zmęczone oczy, a ona nawet nie próbowała ich otwierać. Usnęła.

*

Jasne światło księżyca sączyło się przez lekko rozsunięte, aksamitne zasłony. Jego blada smuga rozmywała cienie romboidalnych kratek, zdobiących okienną szybę, tworząc podobny wzór na jasnokremowym dywanie. Wokół panowała grobowa cisza.
Duży pokój wydawał się być zupełnie pusty - nic bardziej mylnego.
Nieopodal okna, pod ścianą, prawie niezauważalny, w panującym mroku, siedział młody chłopak. Jego, zazwyczaj starannie ułożone, jasne blond włosy tkwiły teraz w okropnym nieładzie, szare, zimne oczy wypełniła bezkresna pustka, a blade, i tak już wąskie usta zwęziły się jeszcze bardziej.
Co chwilę spoglądał nerwowo na swoje lewe przedramię, osłonięte rękawem piżamy, nie miał jednak odwagi go podwinąć. Czuł okropny, palący ból, który z minuty na minutę stawał się coraz bardziej nie do zniesienia...
Obiecał sobie, że będzie silny - jak jego ojciec; że podoła i nie zawiedzie. Obiecał, że oczyści splamiony honor rodziny Malfoy’ów, tak by nikt nigdy więcej nie ośmielił się, kpić z jego nazwiska...
Wstał z podłogi, po czym zaczął krążyć po sypialni. Tak bardzo nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mógłby zawieść, że nie zauważył nawet, jak drobne, przeźroczyste łzy, zaczęły spływać mu po policzkach. Po chwili jednak, gdy tylko się zorientował, przetarł twarz prawą dłonią, robiąc przy tym minę, jak gdyby właśnie zdał sobie sprawę, z tego, że ma na twarzy coś bardzo uwłaczającego jego godności.
W końcu położył się wzdłuż wygodnego łóżka, zamykając oczy. Chłód jedwabnej pościeli otulił jego rozpaloną twarz. Zaczęło mu się nawet wydawać, że ból w ręce lekko zelżał, ale nie chciał tego sprawdzać.
Myślami błądził po korytarzach oddalonego o setki mil stamtąd zamku. Jakkolwiek bolesna nie byłaby rzeczywistość, chciał jeszcze raz zobaczyć wszystko takim, jakie widział to, przed końcem roku szkolnego.
Crabbe i Goyle może i są tępymi osiłkami, którzy zachowują się, jakby rzucono na nich zaklęcie Imperius, ale nawet oni potrafią czasem podnieść człowieka na duchu - chociażby swoją głupotą, pomyślał.
Otworzył oczy gapiąc się w kredowobiały sufit. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszał zgrzytanie żwiru, którym wysypana była droga do bramy wejściowej, jednak szybko doszedł do wniosku, że się przesłyszał.
Nagle drzwi wejściowe zajęczały złowieszczo, na co Draco poderwał się na równe nogi i wyszedł na korytarz.
Trzaśnięcie drzwi, z jakim opuścił pokój, pobudziło portrety członków rodu Malfoy’ów, którzy zaczęli żywo protestować, na takie traktowanie. Obraz, na którym uwieczniony był pewien starszy mężczyzna przekrzywił się niebezpiecznie, a ów starzec zawołał:
- Młodzieńcze! Powiedz, czy nie nauczyłem cię szacunku do starszych?
Draco obrócił się gwałtownie, w stronę, z której wydobywał się głos.
Postać Abraxasa Malfoya nie różniła się niczym, od tej, którą zapamiętał jako mały chłopiec. Jego twarz nadal miała ten sam wyniosły wyraz, a dłonie układał na lasce w ten sam wyrafinowany sposób.
- Ach, to ty dziadku. - mruknął zrezygnowanym tonem, spoglądając w jego stronę. - Wybacz. - dodał, poprawiając ramę portretu, po czym zszedł po schodach na oświetlony zaledwie kilkoma świecami hol. Nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokoło, wkroczył niepewnie do salonu, gdzie w kominku palił się już ogień.
- Nie śpisz, Draconie? - spytała stojąca obok okna kobieta.
Nie widział jej twarzy, wiedział jednak, że działo się z nią coś dziwnego.
- Nie... - odparł wymijająco, choć kusiło go, by zapytać czy coś się nie stało.
- Ach, no cóż... - mruknęła, obracając się w jego stronę.
Teraz widział dokładnie; twarz miała bledszą niż zwykle, oczy szkliły jej się, jakby płakała, a ręka, w której trzymała szklankę bursztynowego płynu, drżała delikatnie.
- Stało się coś? - zapytał, wiedząc, że i tak nie uzyska szczerej odpowiedzi.
- Synu, wiesz dobrze, że w tym świecie ciągle się coś dzieje... - odpowiedziała.
- Pytam raczej o rzecz bardziej sprecyzowaną... - ciągnął, siadając w fotelu, w którym zazwyczaj siadał jego ojciec.
- Draconie, nie sądzę, by twoje pytania prowadziły tę rozmowę w konkretnym kierunku. - mówiła, wpatrując się w niego spokojnym, matczynym wzrokiem. - Sugerowałabym raczej, abyś udał się wypocząć. Musisz nabrać sił. - oświadczyła, po czym chłopak wstał i ruszył w kierunku wyjścia.
- Matko, ja... - zaczął, zatrzymując się w progu. - Wiem, że mi się uda. - dodał. - Nie zawiodę was, obiecuję.

c.d.n.


Vivienne A. Shellwood
14.02.2010
Komentuj | Powrót



..........................................................................


K
20.02.2010
właśnie udało Ci się zyskać wierną czytelniczkę, a mianowicie mnie! Nie ma to jak stare, dobre opowiada HP. Czekam na więcej, dodaję do ulubionych i mam nadzieję, że będziesz informowała mnie o nowych częściach. rozdziałach. Pozdrawiam
brak www

casanova
16.02.2010
Ciekawe opowiadanie. Na razie nie będę komentować treści, zobaczymy jak się coś jeszcze pojawi:).. Powiadom mnie o nowym rozdziale.



Ps. Bardzo przyjemnie się czyta:)
brak www

Retia
15.02.2010
Jenyyy, uwielbiam Draco! Podoba mi się sposób w jaki go przedstawiasz, w jaki prezentujesz cały ród Malfoyów. Tutaj nie ma przesadnych czułości, rozpieszczania; Draco wyrasta wśród uczuć i relacji, które trudno w jakikolwiek sposób przyrównać do NORMALNYCH. Od dziecka wpaja mu się pewne ideały, którymi będzie na zawsze naznaczone całe jego dorosłe życie - i może właśnie tu tkwi tragizm tej postaci. On tak naprawdę nigdy nie mógł wybrać kim chce być, po której stronie barykady chce stać - od początku wmawiano mu, że istnieje tylko jedna jedyna słuszna droga. I właśnie nią się teraz kieruję.
Nie wiem w jaki sposób Draco będzie próbował naprawić honor rodziny, ale czekam z zapartym tchem na kolejne części.

Pozdrawiam, Retia.
brak www

Inna
15.02.2010
fajny rozdział;) czekam na wiecej.szkoda ze tak krotko;/ ale na pocieszenie powiem, ze dobrze, ze opisałas wyglad zarowno postaci jak i pomieszczen
Pozdrawiam i zycze weny;*

ps. gdzie jest ten odnosnik Inni? bo albo ja slepa, albo nie wiem....
brak www

erin.
15.02.2010
No, no ;) Bardzo mi się podoba to, jak piszesz - lekko, przejrzyście, nie masz problemów z opisami, co bardzo sobie cenię. Uwielbiam fragmenty opisowe na pół strony xd Może Twoje tyle nie mają, ale i tak jest nieźle.
Treść też ciekawa, choć na razie nic się nie dzieje. Skupiasz się chyba teraz na przedstawieniu postaci, a nie na rozwijaniu akcji... Z Draco zrobiłaś nieco za bardzo delikatnego chłopca ^^ Nie wiem czy to było zamierzone, aczkolwiek nie bardzo mi to do niego pasuje. To bardzo trudna postać, trzeba pamiętać, żeby za bardzo nie odbierać mu tych charakterystycznych cech (które ubóstwiam!) - zarozumiałość, pogarda dla wszystkich i wszystkiego oraz ta urocza ironia ;)

To chyba tyle z mojej strony. Oczywiście wpisałam się już do Księgi i czekam na kolejną notkę ;P

Pozdrawiam i życzę weny!
brak www